Jeśli na początku XX wieku byłeś zamożnym lekarzem, prawdopodobnie chciałeś mieć samochód Patterson-Greenfield. To nie był kolejny samochód. Był to luksusowy samochód, zbudowany na zamówienie, abyś mógł być pod telefonem bez utraty komfortu.
Firma oferowała dwa główne typy nadwozi. Można było zamówić dwudrzwiowego tourera. A może wolisz czterodrzwiowego roadstera. Ta druga opcja okazała się szczególnie popularna wśród lekarzy. Dlaczego? Ponieważ zamknięta góra chroniła Cię przed żywiołami, gdy spieszyłeś się od jednego pacjenta do drugiego.
Pod maską samochodu znajdował się czterocylindrowy silnik. W zależności od konkretnej konfiguracji rozwijał moc od 22,5 do 40 koni mechanicznych. Gama ta była przyzwoita jak na tamte czasy i zapewniała wystarczającą moc, aby poruszyć ciężkim podwoziem, nie będąc zbyt skomplikowanym.
Inżynieria była zaskakująco zaawansowana jak na niszowego producenta samochodów. Zastosowali całkowicie pływającą tylną oś. Oznaczało to, że półosie nie przenosiły ciężaru samochodu, a jedynie przekazywały moment obrotowy. W rezultacie zużycie przekładni zostało zmniejszone, a jazda po drogach o złej jakości stała się płynniejsza.
Oświetlenie i zapłon były elektryczne. Nie trzeba było uruchamiać silnika korbą ani zapalać lampy gazowej. Samochód wyposażony był także w zawieszenie na wałach kardana (zawieszenie typu cantilever). System ten pozwolił kółom poruszać się niezależnie, amortyzując nierówności lepiej niż wiele nowoczesnych odpowiedników.
Jeśli chodzi o przednią szybę, składała się ona z dwóch szyb. I to nie z jednego, solidnego kawałka. Było to wówczas powszechne rozwiązanie projektowe ze względów konstrukcyjnych i łatwości wymiany.
Patterson-Greenfield nie był produkowany masowo. Nie starał się zadowolić wszystkich. Skupił się na wąskiej niszy. Nisza ceniąca niezawodność, luksus i najnowsze udogodnienia technologiczne. A dla tych, których było na to stać, było to wystarczające.
To przypomnienie, że luksus oznaczał kiedyś konkretną inżynierię, a nie tylko skórzane siedzenia. Ile kosztowałby nowoczesny analog? Liczby są trudne do przeliczenia. Ale intencja pozostaje ta sama: stworzyć coś, co działa lepiej niż reszta. Nawet jeśli tylko kilka osób to kupi.
















