Ekonomia polityczna to nie tylko przestarzały termin akademicki. Zbadaj, jak narody funkcjonują jako rodziny zbiorowe. Słowo to ma korzenie greckie. polis oznacza miasto lub stan, a oikonomos oznacza zarządcę domu. Połączenie tych koncepcji umożliwia zarządzanie majątkiem publicznym.
Ta dziedzina bada napięcia między jednostkami, społeczeństwami, rynkami i państwami. Zamiast opierać się na jednym punkcie widzenia, zapożycza narzędzia z ekonomii, nauk politycznych i socjologii. Celem jest zrozumienie zarówno władzy, jak i bogactwa.
Inflacja to prosty przykład. Wzrost cen żywności nie jest wyłącznie zmianą gospodarczą. To jest wydarzenie polityczne. Spowoduje to zmianę ceny, jaką płacisz za małe i duże przedmioty. Zmusza to rząd do interwencji i dostosowania rynku. Ekonomia polityczna bada cały łańcuch przyczynowo-skutkowy.
Dlaczego tradycyjna ekonomia nie wystarczy
Ekonomia standardowa często zakłada, że racjonalni aktorzy są izolowani. Ekonomia polityczna odrzuca to uproszczenie. Twierdzi, że pieniędzy i władzy nie da się oddzielić. Kraj ustala zasady. Rynki funkcjonują w ich ramach. Jednostki reagują na jedno i drugie.
Zastanów się, kto ma władzę ustalania stóp procentowych. To nie jest stała matematyczna. To polityczna decyzja bankierów centralnych. Decyzje te mają również wpływ na właścicieli domów i małe firmy. Wyniki zależą od lobbingu, opinii publicznej i struktur instytucjonalnych.
To podejście ujawnia ukryte kompromisy. Każda polityka ma zwycięzców i przegranych. Taryfy mogą chronić miejsca pracy w kraju, ale mogą zwiększać koszty dla konsumentów. Dotacje mogą obniżyć ceny energii, ale mogą też nadwyrężać budżety rządowe. Ekonomia polityczna opisuje te konsekwencje.
Narzędzia rzemiosła
Badacze zajmujący się tą dziedziną posługują się różnymi metodami. Analizują dane z rachunków narodowych. Studiują teksty legislacyjne. Przeprowadzają wywiady z zaangażowanymi osobami. Patrzą na wzorce historyczne.
Powszechnym podejściem jest analiza porównawcza. Czym rynek pracy w kraju A różni się od rynku pracy w kraju B? Jaką rolę w każdym z tych wyników odgrywa rząd? Czy swobodna regulacja (downregulacja) sprzyja wzrostowi gospodarczemu czy zwiększa nierówności? Te pytania wymagają czegoś więcej niż tylko wykresu PKB. Potrzebują kontekstu.
Kolejnym narzędziem jest analiza instytucjonalna. Jak prawa kształtują zachowanie? Prawa własności wpływają na inwestycje. Realizacja kontraktu determinuje ryzyko. Niezależnie od wielkości rynku, słabe instytucje spowalniają rozwój.
Ekonomia polityczna to nauka o tym, jak kraje (gospodarstwa domowe) są zarządzane i kontrolowane.
Rynki i państwa: ciągłe sprzeczności
Relacje między rynkami a państwami rzadko są statyczne. Ewoluują wraz z kryzysami. Wojna zmusza państwa do kontrolowania swoich zasobów. Recesja powoduje interwencję rządu. Dobrobyt często prowadzi do deregulacji.
Inflacja zwiększa koszty. To zmusza rząd do podjęcia działań. Mogą podnieść stopy procentowe, aby schłodzić wydatki. Mogą dotować energię, aby chronić gospodarstwa domowe. Każdy wybór odzwierciedla priorytety polityczne i logikę ekonomiczną.
Państwa wyznaczają granice. Rynki funkcjonują w ich ramach. Osoby fizyczne wypełniają luki. Ekonomia polityczna bada cały ekosystem. Nie obiecuje łatwych odpowiedzi. Daje to wyraźniejszy obraz gry.
Kto definiuje „skuteczność”?
Wydajność nie jest pojęciem neutralnym. Zależy to od tego, kto dokonuje pomiaru i jaki jest cel pomiaru. Rynek ma potencjał efektywnej alokacji kapitału. Może nie być skuteczny w dystrybucji bogactwa. W ekonomii politycznej pojawia się pytanie, która efektywność jest ważniejsza.
Różne szkoły myślenia odpowiadają różnie. Niektórzy ludzie stawiają na rozwój. Niektórzy ludzie stawiają na stabilność. Niektórzy ludzie cenią wolność osobistą. Inne – bezpieczeństwo zbiorowe.
Ekonomia polityczna to nie tylko przestarzały termin. Jest to zbiór szerszych pomysłów na temat funkcjonowania społeczeństwa. Podstawa tej wiedzy jest głęboka. Debaty na temat relacji między władzą państwową a siłami rynkowymi sięgają czasów Platona i Arystotelesa. Scholastyka dodała warstwę prawa naturalnego. Jednak jak na wyjątkową specjalizację dziedzina jest zaskakująco młoda.
Przez wieki w tej debacie dominował merkantylizm. To nie jest tylko teoria. To jest praktyczna strategia narodowa. Myśliciele tacy jak Sir James Stewart i Francuz Jean-Baptiste Colbert pokazali, jak państwa powinny aktywnie regulować swoją gospodarkę. Colbert był odpowiedzialny za finanse Ludwika XIV. Stuart napisał pierwszą systematyczną pracę na ten temat w języku angielskim w 1767 roku. Założenie jest proste: państwa muszą kontrolować bogactwo, aby utrzymać władzę.
Potem wszystko się zmieniło.
W połowie XVIII wieku nowa grupa myślicieli odrzuciła to podejście państwocentryczne. Szukali świeckiego wyjaśnienia bogactwa. Przestańcie zrzucać winę za nierówność na wolę Boga. Zamiast tego skupili się na polityce, technologii i strukturach społecznych. Adam Smith, David Hume i François Quesnay zaczęli formułować koncepcyjne podstawy systemu. Bogactwo narodów Smitha z 1776 r. stanowiło punkt zwrotny. Oferowała coś więcej niż tylko ekonomię. To był kompleksowy system. Opierała się na indywidualizmie Hobbesa i Locke’a, realistycznej polityce Machiavellego i indukcyjnej metodzie Bacona.
Niewidzialna ręka przeciwko państwu
U podstaw tego nowego podejścia leży indywidualizm. Smith argumentował, że polityka krajowa często nie poprawia dobrobytu społecznego. Dlaczego? Ponieważ wierzył w „niewidzialną rękę”. Działając we własnym interesie, ludzie w niezamierzony sposób przyczyniają się do dobrobytu społeczeństwa. Było to bezpośrednie zaprzeczenie teorii merkantylizmu. Punkt ciężkości przesunął się z narodu na jednostkę.
W XIX wieku David Ricardo rozwinął tę ideę dalej. Wprowadził pojęcie przewagi komparatywnej. Pomysł jest jasny: kraje powinny produkować tylko to, co mogą wyprodukować taniej niż inne kraje. Reszta to import. Ta logika pomogła zniszczyć brytyjski merkantylizm. Promowała wolny handel jako mechanizm ostatecznie skuteczny.
W tym samym czasie Jeremy Bentham i John Stuart Mill połączyli analizę ekonomiczną z demokracją. Utylitaryzm stał się pomostem. Ekonomia to nie tylko pieniądze. Chodzi o poszerzenie praw demokratycznych i maksymalizację użyteczności.
Fragmentacja informacji
Nie wszyscy zgadzają się z globalną, skoncentrowaną na jednostce perspektywą Smitha. Friedrich List zaproponował inne podejście. Opracował „narodowy system” ekonomii politycznej. Skrytykował podejście Smitha do „kosmopolitycznej” ekonomii za ignorowanie granic i interesów narodowych. List argumentował, że nie można analizować gospodarki bez uwzględnienia państwa narodowego jako odrębnej jednostki.
Karol Marks dodał kolejną warstwę. Jego analiza klasowa zakończyła się w „Kapitale” (1867). Na ekonomię polityczną patrzył przez pryzmat konfliktu i walki klasowej.
Jednak ten ogólny obraz nie utrzymał się długo.
Pod koniec XIX wieku szersze badania nad ekonomią polityczną zaczęły się fragmentaryzować. Uniwersytety zaczęły oddzielać ją od innych dyscyplin. Zasady ekonomii Alfreda Marshalla z 1890 r. oznaczały koniec tej epoki. Marshall dokonał wyraźnego rozróżnienia między „ekonomią” a ekonomią polityczną. Wolał to pierwsze. Była bardziej metodologiczna. Ona już tam była.
Rezultatem był podział. Ekonomia stała się niezależną dyscypliną. To samo stało się z socjologią, naukami politycznymi i stosunkami międzynarodowymi. Weź kawałki układanki z każdego obszaru i przestudiuj je indywidualnie. Szeroki zakres interakcji społecznych, które ekonomiści polityczni wcześniej wspólnie analizowali, jest obecnie izolowany.
Wciąż żyjemy w tym podziale. Termin „ekonomia polityczna” jest rzadko używany na współczesnych wydziałach ekonomii. Ale napięcie pozostaje. Jak bardzo powinien interweniować rząd? Pytanie pozostaje takie samo: w jaki sposób interesy narodowe kolidują z rynkami globalnymi? Nie ma ram, które mogłyby odpowiedzieć na to pytanie.
Gospodarka ma swoją małą „bąbelkową” izolację. Pod koniec XX wieku wszystko sprowadzało się do abstrakcyjnych modeli i żargonu. Politologia zrobiła to samo. Każdy z nich poszedł w swoją stronę. Ale prawdziwego świata nie interesują te odizolowane wyspy.
Dlatego ekonomia polityczna wraca do mody. To nie jest zakurzone ćwiczenie akademickie. Jest to narzędzie służące do rozszyfrowania, jak faktycznie działają państwa. Nie chodzi tylko o PKB. Mówimy o złożonym skrzyżowaniu władzy, polityki i interesów.
Dziś ta branża nie jest już wyjątkowa. Jest to klaster badawczy. Jest polityka stosunków gospodarczych, sprawy wewnętrzne, gdzie dochodzi do konfliktu pomiędzy wyborami a budżetem. Prowadzone są także systematyczne badania porównawcze. Jednak obszarem, który eksploduje, jest międzynarodowa ekonomia polityczna (IPO).
MPO oznacza powrót. Wraca do swoich korzeni. Osoby. Stany. Rynki. Społeczeństwo. To wszystko jest ze sobą powiązane.
Kompromis handlowy między USA a Chinami
Spójrz na ostatnie 50 lat. Rozłam między Waszyngtonem a Pekinem stanowi mistrzowski wykład w zakresie tych napięć.
Rządy to nie roboty. Optymalizują nie tylko wydajność. Optymalizują przeżycie.
Chiny dążą do integracji z gospodarką światową. To nie jest łatwe. Potrzebują dostępu do rynków. Nagrodą było członkostwo w Światowej Organizacji Handlu (WTO). To była nagroda.
Ale integracja ma swoją cenę. Przynosi liberalizację. Chiny sprzeciwiły się tej części. Chcą pieniędzy bez zmian politycznych.
USA stoją przed innym problemem. Administracje Clintona i Busha dostrzegły szansę. Więcej handlu oznacza większą dźwignię. Przynajmniej tak myśleli. Nalegali na przyznanie Chinom statusu państwa najbardziej uprzywilejowanego (KNU).
To było ryzyko.
Prawicowi krytycy nazywają to uspokojeniem. Krytycy lewicy nazywają to niemoralnym. Argument jest prosty: po co nagradzać Pekin za jego złą sytuację w zakresie praw człowieka? Rząd USA nie miał odpowiedzi, która zadowoliłaby wszystkich.
Przywódcy Chin również byli niezadowoleni. Konserwatyści w Partii Komunistycznej podchodzili do reform gospodarczych z podejrzliwością. Widzą wkradające się obce wpływy i obawiają się utraty kontroli.
Obliczanie przetrwania
To nie jest historia z czasów starożytnych. To codzienność rządów.
Politycy obu krajów grali w grę o wysoką stawkę. Musieli balansować pomiędzy sprzecznymi naciskami.
W Stanach Zjednoczonych:
* Uzyskanie korzyści finansowych poprzez przeniesienie przemysłu produkcyjnego do Chin.
* Presja polityczna w obronie praw człowieka.
* Geopolityczna strategia włączania, a nie izolacji.
W Chinach:
* Tworzenie bogactwa poprzez globalną integrację.
* Utrzymanie stabilności reżimu poprzez przeciwstawienie się zachodnim modelom politycznym.
* Zapewnienie legitymizacji wewnętrznej poprzez wzrost gospodarczy.
Rezultatem był impas. Złożony taniec, w którym żadna ze stron nie dostała wszystkiego, czego chciała. Stany Zjednoczone otrzymały tańsze towary i wolumen handlu. Chiny zyskały status globalny i transfer technologii. Obie strony spotkały się z krytyką ze swoich podstawowych okręgów wyborczych.
„Ponieważ rządy starają się zrównoważyć politykę i interesy oraz zapewnić sobie przetrwanie, potrzebne są złożone obliczenia”.
Dlatego właśnie międzynarodowa ekonomia polityczna jest ważna. To wyjaśnia rozbieżność między tym, co według ekonomistów powinno się wydarzyć, a tym, co faktycznie robią decydenci.
Nie chodzi o znalezienie idealnego rozwiązania. Chodzi o zarządzanie kompromisami. Kto skorzysta na otwarciu granic? Kto straci, gdy je zamkniemy?
W końcu liczby nie mówią wszystkiego. Polityka o tym mówi. A polityka rzadko jest czysta.
Spór między ekonomią a ekonomią polityczną ma długą historię. Obie dyscypliny mają swoje korzenie w pracach Smitha, Hume’a i Johna Stuarta Milla. Twierdzą, że mają wspólne pochodzenie. Jednak ich drogi się rozeszły.
Ekonomia polityczna zaczyna się od filozofii moralnej. Zadaje pytanie, co „powinno być”. To jest specyfikacja projektu.
Gospodarka stara się być inna. Wymagany jest obiektywizm. Chciała być wolna od wartości.
Zapoczątkował te zmiany Alfred Marshall. Chciał, aby ekonomia odzwierciedlała fizykę XVII wieku. Pamiętajcie o Sir Izaaku Newtonie. Formalny. Dokładny. Elegancki. Naszym celem jest stworzenie dużej firmy informacyjnej opartej na ścisłej strukturze.
Paul Samuelson przypieczętował przejście. Jego książka z 1947 r. „Podstawy analizy ekonomicznej” wprowadziła złożoną matematykę. Publikacja ta oznaczała koniec jedności. Rozgałęzienie zostało zakończone.
Główny nurt polityczny przekształcił się w ekonomię. Zostawiła za sobą szersze problemy.
Jak analizować taryfy za pomocą modeli ekonomicznych
Weź pod uwagę handel międzynarodowy. Tutaj różnica staje się widoczna.
Standardowa analiza ekonomiczna koncentruje się na polityce taryfowej. Kwestionuje wpływ taryf na wykorzystanie zasobów. Patrzy na efektywność. Porównaj to z różnymi środowiskami rynkowymi.
Pamiętajmy, jakie rodzaje rynków badają ekonomiści.
– Doskonała konkurencja. Jest wielu małych dostawców.
– Monopol. Jeden dostawca.
– Monopson. Jeden kupujący.
– Oligopol. Jest mniej dostawców.
Metoda ma charakter matematyczny. Zakłada, że uczestnicy są racjonalni. Uczestnicy ci maksymalizują własne zyski. Ramy te badają bezpośrednie skutki ceł. Eksploruje także sąsiednie rynki.
Jest tu ukryte założenie. Model postrzega ćwiczenia jako pozbawione wartości. To jest błędne. W sposób dorozumiany zakłada, że jeśli dana polityka przynosi największe korzyści podmiotom gospodarczym, jest także dobra dla społeczeństwa.
To jest skok. Pomija koszty społeczne.
Perspektywa ekonomii politycznej
Analiza w ramach ekonomii politycznej przebiega inną drogą. Nie lekceważy matematyki. Po prostu nie chce się nad tym rozwodzić.
Sprawdza ciśnienie. presja społeczna. presja polityczna. Interesy gospodarcze. Siły te determinują politykę taryfową. Wpływają także na proces polityczny.
Podejście to uwzględnia szersze priorytety. Koncentruje się na strategii rozwoju. Uwzględnia międzynarodowe środowisko negocjacyjne. Zawiera także perspektywę filozoficzną.
Weźmy pod uwagę neomarksizm. Jest to strategia, poprzez którą cła wpływają na wzrost gospodarczy kraju. To nie tylko kwestia wydajności. To jest kwestia władzy.
Rozważmy analizę neomarksistowską. Pogląd ten podkreśla stronniczość światowego systemu handlu. Kraje rozwinięte często pokazują, jaką mają przewagę nad krajami rozwijającymi się.
Ekonomia polityczna nie ma ścisłej metody naukowej. Nie ma obiektywnych ram analitycznych, takich jak czysta ekonomia. To jest jej słabość.
To jest także jej siła.
Szersza perspektywa pozwala na głębsze zrozumienie rzeczy. Ujawnia aspekty polityki taryfowej, które nie są czysto ekonomiczne. Za liczbami widzi ludzką i polityczną machinę.
Która metoda powie całą prawdę?
Możesz zapytać, która metoda jest lepsza.
Ekonomia daje precyzję. Daje czyste modele. Mówi ci, jak rynki powinny działać w teorii.
Ekonomia polityczna zapewnia kontekst. Pokazuje, jak rynek „naprawdę” działa w prawdziwym świecie. Uznaje, że ludzie nie są po prostu racjonalnymi aktorami. Są istotami politycznymi.
Kompromisem jest zamiana przejrzystości na złożoność.
Ekonomia oferuje jedną elegancką odpowiedź. Ekonomia polityczna oferuje rzeczywistość złożoną i wielopoziomową.
Jeden skupia się na mechanice niedoboru. Drugi skupia się na mechanice władzy.
Żadne z nich nie jest doskonałe samo w sobie. Napięcie między nimi kształtuje współczesne decyzje gospodarcze.
Potrzebujemy dokładności modelu. Konieczne jest także spojrzenie na krajobraz polityczny.
Jeśli pominiesz którykolwiek bok, połowa obrazu stanie się niewidoczna.
Napięcie między interwencją rządu a wolnym rynkiem nie jest tylko teorią akademicką. To jest siła napędowa współczesnej krajowej ekonomii politycznej.
Przez dziesięciolecia debata toczyła się wokół jednej postaci: Johna Maynarda Keynesa.
Jego książka z 1936 r. „Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza” zmieniła wszystko. Uważał, że istnieje bezpośrednia ujemna korelacja między bezrobociem a inflacją. Rządy mogą ożywić gospodarkę, dostosowując politykę fiskalną. Zwiększ wydatki, jeśli stopa bezrobocia wzrośnie. Jeśli inflacja rośnie, spróbuj ją powstrzymać.
To była rewolucja keynesowska.
Miało to miejsce w szczytowym okresie Wielkiego Kryzysu. Rządy były zdesperowane. Jaki jest wynik? Państwo opiekuńcze rozszerzyło się. W wielu miejscach rząd stał się większy niż sektor prywatny. W USA liberalizm nie oznaczał już „nie wtrącaj się”. Zaczęło oznaczać „aktywną interwencję mającą na celu wspieranie zatrudnienia i wzrostu”.
Idea ta rządziła światem od lat trzydziestych XX wieku aż do epoki powojennej. Powstał system Bretton Woods. Powstaje Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy.
Teraz nadchodzi interesująca część.
Keynesizm to nie tylko kapitalizm.
Używano go w Szwecji. Używany zarówno w USA, jak i Wielkiej Brytanii. Nawet reżimy faszystowskie, takie jak nazistowskie Niemcy, przyjęły podobne strategie kontroli państwa. Metoda jest uniwersalna. Ideologia, która się za tym kryła, była bardzo zróżnicowana.
Potem nadeszły lata 70.
Nadeszła stagflacja.
Wysokie bezrobocie* i wysoka inflacja występują jednocześnie.
Model keynesowski upadł. Nie można po prostu zamienić jednego na drugie.
Wahadło cofnęło się. Klasyczny liberalizm, czyli to, co obecnie nazywamy neoliberalizmem, powraca. Nie jest to powrót do starego trybu pasywnego. To było agresywne.
W Stanach Zjednoczonych popierał ją prezydent Ronald Reagan (1981–89). W Wielkiej Brytanii to samo zrobiła Margaret Thatcher (1979–90). Na ich czele stali ekonomiści tacy jak Milton Friedman. Friedman promował monetaryzm. Ten pomysł? Podaż pieniądza stymuluje wzrost. Polityka fiskalna jest sprawą drugorzędną. Jeśli nie główny kierowca.
Neoliberałowie chcą zmniejszyć wielkość państwa.
Sprzedawali krajowe gałęzie przemysłu. Promują wolny handel. Wierzyli, że sam wolny rynek zapewni dobrobyt. Pogląd ten ma konsekwencje dla międzynarodowych instytucji finansowych na całym świecie.
Ale to nie jest bez ceny.
Krytycy wskazują na szkodliwość społeczną. Przepaść między bogatymi a biednymi gwałtownie wzrosła. Środowisko ucierpiało.
W latach 90. debata skupiała się wokół Północnoamerykańskiej Umowy o Wolnym Handlu (NAFTA).
NAFTA jednoczy Stany Zjednoczone, Kanadę i Meksyk w blok handlowy. Ustawa ta weszła w życie w 1994 r.
Debata trwa.
Czy NAFTA stworzyła miejsca pracy w USA i Kanadzie, czy też je zniszczy? Czy pomaga czy szkodzi środowisku? Jakie są warunki pracy w Meksyku? Lokalna kultura? Odpowiedź jest myląca. Dane są kwestionowane.
Jak porównawcza ekonomia polityczna analizuje władzę?
Porównawcza ekonomia polityczna zajmuje się czymś więcej niż tylko ekonomią. Koncentruje się na interakcjach pomiędzy państwem, rynkiem i społeczeństwem.
Używa skomplikowanych narzędzi.
Teoretycy racjonalnego wyboru skupiają się na zachowaniu. Zakładają, że jednostki i kraje maksymalizują korzyści i minimalizują koszty.
Teoretycy wyboru publicznego skupiają się na zachętach. Widzą, jak polityka jest kształtowana przez rutyny organizacji publicznych i prywatnych, które wpływają na politykę.
Modelowanie ekonometryczne jest powszechne. Stosuje rygor statystyczny do kwestii politycznych.
Ale nie chodzi tylko o liczby.
Instytut Ekonomistów Politycznych. Ustawodawcy. Personel administracyjny. Władza sądownicza. Badają, w jaki sposób biurokraci wdrażają politykę.
Uwzględniają także aktorów.
Grupy zainteresowań. Partie polityczne. Kościoły. Głoska bezdźwięczna. Wybory. Ideologie takie jak demokracja, faszyzm i komunizm.
Granice również się zatarły.
Obecnie sytuacja międzynarodowa determinuje politykę wewnętrzną. Polityka handlowa nie odzwierciedla już wyłącznie celów regionalnych. Uwzględnia działania innych rządów. Jest to zgodne z wytycznymi międzynarodowych instytucji finansowych.
Koszty społeczne i dynamika klasowa polityki
Socjolodzy zwracają na to szczególną uwagę.
Mierzą poparcie społeczne. Patrzą na wpływ, jaki wywiera to na ogół społeczeństwa.
Zadają proste pytanie: kto tworzy te polityki?
Najwyższa elita? A może to ciśnienie od dołu?
Prowadzi to do krytycznej ekonomii politycznej.
Ma swoje korzenie w Marksie.
Dla marksistów kontrola państwa nad gospodarką nie jest neutralna. Podtrzymuje porządek moralny wartości burżuazyjnych.
Polityka podatkowa jest tego najlepszym przykładem.
Polityka rządu jest postrzegana jako probogacka. Wspierają elity. Robią to kosztem społeczeństwa.
Czy to zawsze prawda?
Może.
Jednakże ramy te wymagają rozważenia, kto na tym skorzysta. Nie tylko ten, który zwiększa ciasto. Kto ma nóż?
Rozmowa trwa. Metodologia stale się rozwija. Jednak główny konflikt nadal istnieje. Państwo kontra rynek. Kontrola kontra wolność.
Gdzieś pośrodku reszta z nas próbuje dowiedzieć się, który system naprawdę dla nas działa.
Ekonomiści polityczni porównawczy w dalszym ciągu poszukują powodów, dla których określone regiony dominują w gospodarce międzynarodowej. To nie tylko kwestia zasobów. Analitycy zastanawiają się, dlaczego partnerstwa „korporacyjne” – czyli bliższa współpraca między rządem, przemysłem i związkami zawodowymi – pojawiają się w niektórych krajach, a zanikają w innych.
W krajach uprzemysłowionych tarcia pomiędzy pracą a zarządem wyglądają zupełnie inaczej. W niektórych krajach sprzeczności te zostały wygładzone. W innych osiągnęły temperaturę wrzenia.
Jak kraje reagują na globalizację
Kluczowym pytaniem jest, jakie struktury polityczne i gospodarcze mogą pomóc społeczeństwom w absorpcji wstrząsów wywołanych integracją. Globalizacja nie następuje sama. Czy jest to kontrolowane czy nie?
Niektóre rządy tworzą instytucje mające na celu łagodzenie skutków otwarcia rynków. Inne pozostawiają pracowników bez ochrony. Różnica między sukcesem a stagnacją często zależy od decyzji strukturalnych.
Nierówności rozwojowe: Azja i Afryka
Debata staje się jeszcze bardziej kontrowersyjna, gdy zwracamy się do krajów rozwijających się. Analitycy porównawczy spędzili lata próbując wyjaśnić, dlaczego gospodarki Azji Południowo-Wschodniej rosły tak szybko, podczas gdy większość krajów afrykańskich z trudem nadrabiała zaległości.
Nie jest to nieuniknione.
Różnice w wynikach rozwoju sugerują, że struktura instytucjonalna jest ważniejsza niż sama geografia.
Naukowcy badają, które instytucje w krajach rozwijających się ułatwiają ten proces, a które go utrudniają. Czy dostępny jest kredyt? Czy własność jest gwarantowana? A może jest to po prostu kwestia umiejętności negocjacji z globalnym kapitałem?
Odpowiedź nie jest prosta. Jednak dla tych, którzy próbują przewidzieć, dokąd napłynie kapitał w Chinach, ważne jest zrozumienie mechanizmów stojących za tymi różnicami. A kto zostanie w tyle?
Międzynarodowa ekonomia polityczna to coś więcej niż tylko rynki. Jest to złożone skrzyżowanie, na którym zderzają się polityka, ekonomia i systemy społeczne. Kapitalizm i socjalizm współistnieją. Lokalni rolnicy i międzynarodowe korporacje. W Unii Europejskiej migranci przekraczają granice, które niekoniecznie odpowiadają realiom gospodarczym. Biedni ludzie są wszędzie, ale mechanizmy, które utrzymują ich w tej sytuacji, są specyficzne.
Dziedzina ta zajmuje się wieloma złożonymi problemami. Handel międzynarodowy? Zweryfikowano. Finanse międzynarodowe? Zweryfikowano. Czy istnieje wyraźna różnica między krajami bogatymi i biednymi? Ogromny. Powstanie międzynarodowych korporacji? To kluczowy zawodnik. A potem przychodzi hegemonia, czy to kontrola materialna, czy miękki wpływ kulturowy. Nie zapominajmy o skutkach globalizacji gospodarczej.
Trzy soczewki reprezentujące globalną potęgę
Na te kwestie nie można patrzeć tylko z jednego punktu widzenia. Metody te różnią się znacznie w zależności od tego, co jest analizowane.
Perspektywa merkantylistyczna jest ściśle związana z realizmem. Postrzegają państwa narodowe jako konkurentów w grze o sumie zerowej o władzę i bezpieczeństwo. To jest walka. Każde działanie jednego kraju stanowi zagrożenie dla innych krajów.
Liberałowie wybierają inne tempo. Są optymistami. Wierzą, że ludzie i narody mogą stworzyć pokojowy porządek świata. W szczególności liberałowie gospodarczy chcą trzymać rząd z daleka. Niech siły rynkowe dyktują wyniki społeczne i polityczne. Mniej regulacji. Więcej wolności.
Myślenie strukturalistyczne wywodzi się z marksizmu. W mniejszym stopniu skupiają się na indywidualnych wyborach, a bardziej na tym, jak dominujące struktury gospodarcze wykorzystują przewagę klasową. To systemowe. System jest sfałszowany, a analiza skupia się na tym, dlaczego.
Poglądy te nie są odosobnione. Stosowane są na kilku poziomach analizy. Patrzysz na naturę ludzką na poziomie osobistym. Spójrz na interesy narodowe na poziomie państwa. Strukturę systemu międzynarodowego przyglądamy się na poziomie globalnym.
Rozważmy na przykład politykę Stanów Zjednoczonych dotyczącą imigracji do Meksyku. Nie możemy skupiać się wyłącznie na bezpieczeństwie granic. Należy kontrolować wzorce handlu i inwestycji między krajami. Należy wziąć pod uwagę wewnętrzne interesy obu stron. Wszystko jest połączone.
Granice między wewnętrznym i zewnętrznym zacierają się
Zaciera się granica pomiędzy polityką zagraniczną i wewnętrzną. Szybko.
W świecie, w którym zagraniczne kryzysy gospodarcze podważają wewnętrzne interesy polityczne i gospodarcze, stare rozróżnienia są bezużyteczne. Połączenia handlowe. stosunki finansowe. Zmiana stanowiska w dziedzinie bezpieczeństwa. Przepływy migrantów. Czynniki te są ściśle powiązane z interesami krajowymi i międzynarodowymi.
Spójrzmy na kryzysy gospodarcze w krajach rozwijających się, takich jak Tajlandia i Argentyna. Nie można ich rozumieć oddzielnie. Są one ściśle powiązane z finansami globalnymi, polityką wewnętrzną i zasadami handlu międzynarodowego. Kryzys ten nie jest tylko lokalny. Ma charakter globalny w swej istocie.
„W świecie, w którym zagraniczne kryzysy gospodarcze wpływają na wewnętrzne interesy polityczne i gospodarcze poprzez powiązania handlowe i finansowe, rozróżnienie między zewnętrznym i wewnętrznym staje się tak niepewne, jak rozróżnienie między gospodarczym i politycznym”.
Narodziny dyscypliny w epoce zimnej wojny
Nowoczesna międzynarodowa ekonomia polityczna to dziedzina, która wyłoniła się podczas zimnej wojny. Rywalizacja między Związkiem Radzieckim a Stanami Zjednoczonymi (1945-1991) wymusiła ponowne rozważenie tego, co ważne.
Początkowo skupiono się na bezpieczeństwie. Czysta siła militarna. Potem wszystko się zmieniło. Bezpieczeństwo ekonomiczne stało się częścią równania. Podmioty gospodarcze przyjęły strategię. Korporacje transnarodowe. Banki międzynarodowe. Kartele takie jak OPEC. Organizacje międzynarodowe, takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy. To nie są tylko gracze drugoplanowi. Mają one kluczowe znaczenie dla krajowych i międzynarodowych strategii bezpieczeństwa.
Obszar rósł dzięki szokom. Prawdziwe, bolesne wstrząsy. W 1971 roku upadł międzynarodowy system monetarny z Bretton Woods. kryzys naftowy 1973-1974; Wydarzenia te zniszczyły stare wzorce.
Gdy zawodzi realizm
Na początku zimnej wojny politolodzy opowiadali się za realistyczną polityką siły. Przyjrzeli się stosunkom między USA a Związkiem Radzieckim i dostrzegli tylko zalety i wady. Ekonomiści skupili się na systemie z Bretton Woods, instytucjach i zasadach rządzących gospodarką międzynarodową od 1945 roku.
Dwa oddzielne silosy.
Sytuacja uległa zmianie w czasie wojny w Wietnamie. Wartość dolara zaczęła spadać. Deficyt w handlu i płatnościach międzynarodowych nadal rośnie w kolosalnym tempie. Stanów Zjednoczonych nie stać na tę wojnę ani na podjęte przez siebie globalne zobowiązania. Stosunki z sojusznikami NATO są nadwyrężone ciężarem realiów gospodarczych.
Potem przyszedł kryzys naftowy OPEC. Sekretarz stanu Henry A. Kissinger, realista, znalazł się w impasie. Nie mógł zrozumieć tych problemów bez pomocy ekonomistów. Polityka siłowa nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego ceny ropy gwałtownie rosną i jakie ma to konsekwencje dla globalnej stabilności.
Potrzeba działań interdyscyplinarnych
Te niepowodzenia zmuszają nas do poszukiwania nowych sposobów myślenia. Podejście interdyscyplinarne.
Opiera się na naukach politycznych. Jest odcięty od stosunków międzynarodowych. Wykorzystuje koncepcje z ekonomii i socjologii. Jego celem jest wyjaśnienie złożonych problemów międzynarodowych, które nie mieszczą się w ramach jednej dyscypliny.
Nie stworzyliśmy zupełnie nowej szkoły ekonomii politycznej z powietrza. Podkreśliła znaczenie starszych, zintegrowanych analiz. Typ, który ściśle śledzi relacje między czynnikami politycznymi i ekonomicznymi. Taki, który akceptuje fakt, że nie można ich rozdzielić.
Rezultatem jest zagmatwany obszar. Ona jest skomplikowana. Jest to konieczne.
Dyskusja o narodach, międzynarodowych korporacjach i globalizacji
Od zakończenia zimnej wojny zmienił się punkt ciężkości międzynarodowej polityki i ekonomii. Największym problemem nie jest już wojna nuklearna. Mówimy o globalizacji gospodarki. Mówiąc dokładniej, czy państwa narodowe utrzymują swoją władzę na rynku bez granic?
Przedmiotem dyskusji są korporacje transnarodowe (TNK). Czy sprzyjają wzrostowi, czy powodują konflikty w „nowej gospodarce światowej”? I jeszcze kwestia uczciwości. Sprawiedliwość. Bezstronność. Dlaczego płace w krajach rozwijających się są tak niskie? Dlaczego są uzależnieni od dobrze prosperujących rynków? To nie są tylko pytania akademickie. To są prawdziwe wyzwania.
W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dominował optymizm. Amerykański ekonomista W. W. Rostu i inni zachodni eksperci ds. rozwoju mieli jasną teorię. Wierzyli, że kraje rozwijające się w końcu „wystartują”.
Tak to widzą:
- Zachód wpływa na kraje rozwijające się.
- Kraje przeżywają okresy napięcia, niepokoju i zamętu.
- Wtedy sytuacja nagle się stabilizuje.
- Rozpoczyna się rozwój.
To jest bezpośrednia ścieżka. Na początku było to mylące. W końcu wszystko staje się jasne.
Pod koniec lat sześćdziesiątych pogląd był inny. Strukturaliści sprzeciwili się. Wielu z nich było marksistami lub neomarksistami. Zadawali proste pytania. Dlaczego wiele krajów nigdy się nie rozwija?
Urodzony w Niemczech ekonomista Andre Gunder Frank udzielił prowokacyjnej odpowiedzi. Uważał, że stosunki z krajami zachodnimi nie pomagają krajom rozwijającym się. To sprawia, że są one niedostatecznie uprzemysłowione. Integracja tworzy zależność, a nie wzrost.
Immanuel Wallerstein wyjaśnił to bardziej szczegółowo. Jego badania nad historycznym rozwojem światowego systemu kapitalistycznego pozostają wpływowe do dziś. Nie wierzył w powszechny rozwój. Twierdził, że rozwój nastąpił jedynie w małej grupie państw półperyferyjnych. Odpoczynek? Są marginalizowani. Dostawcy surowców. Dostawcy surowców naturalnych. Obsługują rdzeń zaawansowanych gałęzi przemysłu.
Ramy te wyjaśniają wiele na temat struktury gospodarki światowej. Nie jest to spowodowane osobistą porażką. Jest to problem z urządzeniem systemowym.
Przejdźmy szybko do lat 90. i początku XXI wieku. Teoria spotyka się z rzeczywistością. Potężne politycznie i gospodarczo międzynarodowe koncerny, głównie z krajów zachodnich, spotkały się z ostrą krytyką. Zarzuty były konkretne. Wykorzystywanie kobiet i dzieci. Niehigieniczne warunki pracy. Niebezpieczne fabryki w krajach rozwijających się.
Strukturaliści wskazują na te przypadki jako dowód. To nie była anomalia. To był wzór.
Nazywają to „wyścigiem w dół”. **
Oto jak to działa:
- Kraje rozwijające się potrzebują inwestycji zagranicznych.
- Międzynarodowe firmy dążą do niskich kosztów.
- Aby przyciągnąć kapitał, kraje osłabiają przepisy dotyczące ochrony pracowników.
- Standardy ochrony środowiska również ulegają pogorszeniu.
To jest pułapka przewagi konkurencyjnej. Jeżeli kraj A ma rygorystyczne przepisy prawa pracy, kraj B może złagodzić swoje przepisy pracy, ponieważ ich nie ma. Rezultatem jest standardowa spirala spadkowa. Brak ruchu w górę.
Ta dynamika trwa. Napięcie między wzrostem gospodarczym a równością pozostaje nierozwiązane. Czy kraj może konkurować w skali globalnej, chroniąc jednocześnie swoich obywateli? Odpowiedzią strukturalisty jest sceptycyzm. Siła jest w rdzeniu. Peryferia płacą cenę.
Podstawowe teksty ekonomii politycznej
Dziedzina ta opiera się na solidnych podstawach intelektualnych. Jego początków można doszukiwać się w An Inquiry to the Nature and Causes of the Wealth of Nations Adama Smitha (1776). To dwuczęściowe arcydzieło, które zmieniło sposób, w jaki myślimy o handlu. Potem pojawił się Friedrich List. W swoim Narodowym systemie ekonomii politycznej (1841) argumentował, że kraje muszą chronić swój własny przemysł, zanim będą mogły konkurować w skali globalnej. Karol Marks również nie przebierał w słowach. Jego Kapitał (1867–1894) szczegółowo opisał mechanizm kapitalizmu i jego wewnętrzne sprzeczności.
Jeśli chcesz zrozumieć, jak dotarliśmy tu, gdzie jesteśmy, standardowym przewodnikiem jest Historia analizy ekonomicznej Josepha A. Schumpetera (1954). Tę książkę trudno zrozumieć. Został on przedrukowany w 1997 r. i pozostaje niezbędny do zrozumienia kontekstu historycznego. Alfred Marshall w swoich Zasadach ekonomii (1890) wprowadził dyscyplinę w ten obszar. Większość tych idei sformułował później Paul Samuelson w „Podstawach analizy ekonomicznej” (1983).
Zrozumienie globalnej dynamiki finansowej
Obowiązkową lekturą jest „A Depressed World, 1929–1939” Charlesa P. Kindlebergera (1973). Wyjaśnia, w jaki sposób Wielki Kryzys rozprzestrzenił się na cały świat. Brak globalnego pożyczkodawcy ostatniej instancji ma kluczowe znaczenie. W Casino Capitalism (1986) Susan Strange oferuje inną perspektywę. Rozważyła ryzyko związane ze specyfikacją finansową. Robert Gilpin przedstawił ramy stosunków międzynarodowych w swoich pismach opublikowanych w latach 1987–2001. Książka Roberta O. Cowane’a After Hegemony (1984) bada, w jaki sposób współpraca może przetrwać bez jednej dominującej siły. Wprowadzenie do międzynarodowej ekonomii politycznej Davida N. Balama i Michaela Vesteta (2005) łączy te idee z myślą o współczesnych studentach.
Regionalne modele gospodarcze
Porównawcza ekonomia polityczna nie jest tylko teorią. Dotyczy konkretnego obszaru. W książce Davida P. Caleo „Rethinking Europe’s Future” (2001) analizowano wyzwania strukturalne stojące przed UE. W książce Chalmersa Johnsona Japonia: kto rządzi? (1995) szczegółowo opisują model stanu rozwojowego. Państwo kieruje polityką przemysłową. W książce Barry’ego Clarka Political Economy: A Comparative Approach (1998) porównano te systemy.
W Azji Carl J. Fields „Business and the State in Korea Południowa i Tajwan” (1995) pokazuje, jak działa wzrost kierowany przez państwo. Clement M. Henry i Robert Springborg, Studying the Middle East in the Politics of Globalization and Development (2001), badają region. W Ameryce Łacińskiej krajobraz polityczny Howarda J. Weardana i Harveya F. Kleina opisuje polityka i rozwój w Ameryce Łacińskiej (2000).
Te książki to nie tylko historia. Są to przypadki pokazujące ryzyko i korzyści. Możesz zobaczyć, gdzie polityka okazała się skuteczna. Widać, gdzie jej się nie udało. Liczby się zmieniają. Ludzkie zachowanie takie nie jest.
